logo
fb

Historia



Otwórz menu  Historia Zamknij menu Historia

Bitwa pod Kowalewem - ostatnia szarża polskiej Husarii

[Dodano: 2018-08-15 01:38]

Poszukując wiadomości na temat naszego Kowalewa, natrafiłem na kolejną bardzo ciekawą publikację Pana Piotra Grążawskiego (chyba z Brodnicy). Skontaktowałem się z nim prosząc o pozwolenie na publikację części jego pracy zatytułowanej:


HISTORIE PRAWDZIWE, POWIASTKI LUDOWE BAJDY ANEGDOTY MIKROREGIONU CZTERECH GMIN: GOLUB-DOBRZYŃ, KOWALEWO, CIECHOCIN, ZBÓJNO

Napisał - Piotr Grążawski


Aprobatę taką otrzymałem, (bardzo dziękuję), przedstawiam poniżej pełny link do źródła:

https://www.lgddolinadrwecy.org.pl/plik,329,historie-prawdziwe-powiastki-ludowe-bajdy-anegdoty-mikroregionu-czterech-gmin-golub-dobrzyn-kowalewo-ciechocin-zbojno.pdf

Zapraszam do naprawdę ciekawej lektury.


OSTATNIA SZARŻA POLSKIEJ HUSARII





Dalej znajdziecie Państwo historie może znane (przynajmniej w okolicach powiatu), ledwo znane, dotąd zaszyte w etnograficznych notatkach. oraz takie które wyciągnąłem spod kurzu dziejów i dałem im nową oprawę literacką.
Niech bawią, uczą, może nawet wzruszają wszystkich, którzy lubią pogodę ducha i mają, choć troszkę sentymentu do dawnych czasów, a dedykuję je tym, dla których ten kawałek Polski złożony z gmin Golub-Dobrzyń, Kowalewo, Ciechocin, Zbójno jest Małą Ojczyzną, może krajem, gdzie pierwszy raz otworzyli oczy, zaś w przyszłości jeśli nie kości, to ducha swego serdecznego tu zostawią na wieki...


Stali na niewielkim wzgórzu. Po lewej stronie, w dalekiej perspektywie widać było mury Kowalewa, za nimi najpierw podmiejska łąka, a potem wąski pas trzęsawisk ciągnących się do jeziora (dziś już nie istniejącego). Z prawej zasłaniał rzedniejący las, natomiast przed nimi rozciągał się łagodny stok wzgórza przeciętego burą wstęgą drogi z Piątkowa do Kowalewa.


Wachmistrz Łaniewski pierwszy zauważył czołową kolumnę wojsk saskich wychodzącą z piątkowskiego lasu. Chwilę przyglądał się maszerującym żołnierzom, mimo woli podziwiając ich zdyscyplinowany marsz w pełnym ubezpieczeniu.


- Wyborne psubraty –mruknął do siebie, a potem wycofał się przez gęstwinę na niewielką polanę, gdzie w otoczeniu wojskowej starszyzny stał regimentarz Chryzostom Gniazdowski herbu Trzaska.

- Mości pułkowniku! – zwrócił się do niego.

– Mości pułkowniku, idą! Będzie co najmniej regiment, lub dwa z tych co godzinę temu podjazd nasz widział.
Gniazdowski przyjął wieści bez żadnych emocji.

- Dobrze. Wracaj waszmość do komendy

– zarządził. Potem położył rękę na pancernym naramienniku rotmistrza Piwnickiego.

- Adamie poprowadzisz husarię. Musisz opóźnić saski marsz, bo nasze pozycje przy kowalewskim zamku jeszcze nie gotowe, a też lada moment nadejdą z pomocą roty konfederatów litewskich imć pana Stacha Potockiego. Może jakie armaty wiodą, co daj Boże.

No... Tedy ruszaj z Bogiem i pamiętaj jakeśmy wiosną pod Ryczywołem narżnęli Rosjan. Nie inaczej spraw!

Na wspomnienie wygranej bitwy sprzed kilku miesięcy Piwnicki uśmiechnął się pod wąsem, a potem wskoczył na potężnego rumaka.

Chwilę później stanął przed wysuwającymi się z lasu husarzami i dał znak do szarży. Jak się okazało, ostatniej w dziejach szarży polskiej husarii. Już nigdy potem ta formacja nie została użyta do klasycznego kawaleryjskiego boju, zaś w 1775 roku Sejm ostatecznie zlikwidował ten rodzaj wojska.



Rok 1713 nie był dobry dla Polski. Cały kraj był wycieńczony wojną północną, w wielu jego rejonach panował zwyczajny głód. Dostrzegał to król August II zwany Mocnym, lecz ta sytuacja bynajmniej nie napełniała go troską. Mało tego, władca Saksonii i Rzeczpospolitej postanowił swoje niemieckie wojsko żywić na polskiej ziemi. Wprowadził w jej granice kilkunastotysięczny korpus, wydając przy okazji nowe ostrzejsze normy kontrybucyjne (20 garnków maki z każdego domu - 1 wół lub 10 baranów z 3 domów). Wyraźnie prowokował szlachtę do rokoszu, licząc, że po jego zdławieniu przy pomocy saskich i zaciężnych wojsk będzie mógł wprowadzić rządy absolutne.


Polacy jednak, zaciskając zęby, jakoś znosili kontrybucje, kwaterunki, hulanki niemieckich poddanych Augusta II, ale miara się przebrała gdy w końcu sierpnia 1715 roku, w Przemykowie Sasi zakłuli bagnetami kasztelana Bełchackiego i starostę Turskiego. 26 listopada 1715 roku zawiązano w Tarnogrodzie konfederację, która podjęła regularne działania zbrojne przeciwko Sasom. Marszałkiem konfederacji obrano Stanisława Ledóchowskiego, zaś regimentarzem Chryzostoma Gniazdowskiego herbu Trzaska.
Wybór był doskonały, ponieważ Gniazdowski okazał się dzielnym, sprawnym wodzem.
Najpierw pokonał Sasów pod Lesznem, zdziesiątkował pod Środa Wielkopolską, a potem dokonał przy pomocy niewielkich sił (4200 jazdy i 800 piechoty bez artylerii) rzeczy niebywałej, mianowicie w brawurowym nocnym szturmie 23 na 24 listopada zdobył ufortyfikowany, obsadzony świetną, doświadczoną wyborową załogą Poznań. Wiosną 1716 roku rozbił Rosjan pod Ryczywołem, a potem zajął Toruń (7 września 1716r), z którego Sasi uciekli na wieść o zbliżaniu się konfederatów.

Rozjuszony zwycięstwami rokoszan August II nakazał głównodowodzącemu armią w Polsce Północnej generałowi Adamowi von Bose zatrzymać jego marsz na Warszawę, przegrupować wojska wycofujące się z Torunia i drogą przez Brodnicę uderzyć na Toruń.



Szpiedzy konfederatów błyskawicznie donieśli Gniazdowskiemu o saskiej kontrofensywie, co spowodowało natychmiastową jego reakcję. Pozostawił w Toruniu 6 dział i 200 ludzi piechoty, a sam wieczorem 2 października ruszył naprzeciw Niemcom. Mając wieści o marszu przeciwnika postanowił zatrzymać go przed Kowalewem.


Punkt był bardzo dobry, bo Chryzostom Gniazdowski tak ustawił swoje niestety nieliczne oddziały, że żołnierze za plecamimieli wzgórze z popadającym w ruinę, ale wciąż masywnym zamkiem krzyżackim, natomiast z prawej i lewej strony jeziora (dziś nie istniejące), do których niemal prostopadle biegła droga z Brodnicy. W centrum umieścił piechotę, wraz z pięcioma działami, na lewym skrzydle jazdę koronną, natomiast prawe zostawił konfederatom litewskim (ok. 2000 jazdy) pod wodzą Stanisława Potockiego, którzy w ostatniej chwili dotarli pod Kowalewo, przez co mieli jakiś problem z zajęciem pozycji. Regimentarz zrozumiał, że musi dać im czas, dlatego pchnął kilka chorągwi husarii do lasów w okolicach po południowej stronie drogi między Piątkowem, a Pluskowęsami z zadaniem opóźnienia marszu oddziałów von Bosego.



W samo południe, 5 października 1716 roku rozpoczęła się ostatnia w historii Rzeczpospolitej szarża husarii.





Oficer dowodzący regimentem saskim już z daleka widział kilkunastu jezdnych kręcących się na skraju lasu, sądził jednak, że to musi być jakiś niewielki podjazd, gdyż wywiadowcy donosili jakoby Gniazdowski wszystkich podkomendnych rozlokował pod murami Kowalewa. Nakazał zatem stałą obserwację lewej strony i nie przerwał marszu. Nie przerwał go nawet w początkowej fazie szarży, gdyż najwyraźniej nie znał taktyki husarii. Ta zaś początek ataku zawsze wykonywała w szyku luźnym (nawet 3 m odstępu między końmi), co saski dowódca musiał odebrać jako manewr niezdyscyplinowanej jazdy, chcącej pozorować natarcie. Na dodatek początkowo widział tylko jeden poszarpany szereg kilkudziesięciu jeźdźców (reszta dopiero wychodziła z lasu), upewniający przypuszczenie pozoracji (sam przecież prowadził regiment prawie tysiąca ludzi). Gdy wreszcie zorientował się, że to nie żadna pozoracja, tylko atak dużego oddziału konnicy uzbrojonej w długie (do 5m) kopie, natychmiast zatrzymał żołnierzy, wydał komendę zmiany szyku, w pozycję do oddania salw.
Było już jednak trochę późno. Piechurzy widząc szarżującą masę dość dziwacznych (jak na XVIII wiek) zakutych w stalowe pancerze rycerzy, dzierżących w dłoniach - na zachodzie od 200 lat nie używane kopie - wpadli w popłoch. Pierwsza salwa nie wyrządziła prawie żadnej szkody, druga także w luźnym szyku husarii nie zrobiła widocznych wyrw. Gotowali się do trzeciej, ale już wiedzieli, że choćby nie wiadomo jak była celna, to nie zdoła zatrzymać rozpędzonej ławy.


Tymczasem husarze, zgodnie ze swoją taktyką, około 80 metrów przed szeregami nieprzyjaciela, w pełnym galopie nagle zwarli szyki, zmieniając się w żelaznego jeża. Furkot proporców, upiorny świst wiatru na zbrojach i pochylonych już drzewcach kopii, chrapliwy oddech wielkich jak smoki rumaków, rwących do przodu z otwartymi zapienionymi pyskami, tętent kopyt od którego drżała ziemia, wszystko to waliło się na saskich piechurów, niejednego wprawiając w paraliżujący obłęd strachu.





Trzecią salwę oddała tylko część najtwardszych żołnierzy, lecz właśnie tych rozniosły ostrza husarskich kopii, bo ci, którzy tchórzliwie czmychnęli z szeregów, kładąc się na pobocza, to jeżeli nie zostali stratowani, przynajmniej na razie uniknęli śmierci.


Teraz podnosili się oszołomieni, gotowi do dalszej ucieczki, lecz Polacy po krwawym „wyczesaniu” saskich szeregów, porzucili złamane kopie, wyhamowali i zawrócili konie, po czym mknąc z powrotem na drogę śmierci dali ognia z pistoletów i dobyli szabel, ochotni dokończyć żołnierska robotę. Pewnie wyrżnęliby ich do nogi, gdyby na drodze nie pojawił się kolejny saski regiment. Pułkownik Gniazdowski obserwujący szarżę ze skraju lasu naprzeciw wsi Pluskowęsy, nakazał rotmistrzowi natychmiastowe wycofanie husarii i przegrupowanie jej pod Kowalewo.


Szarża i gwałtowna bitwa, trwająca może 20 minut zatrzymała marsz oddziałów von Bosego na około 2 godziny. Umożliwiło to Litwinom Potockiego przygotowanie swoich pozycji.
Zagłada niemal całego regimentu wywołała u saskiego wodza ostrożność. Gdy tylko wyszedł z lasów nie zaatakował Kowalewa z marszu, lecz najpierw rozstawił 30 dział i kazał ostrzeliwać z nich polskie pozycje. Regimentarz nie bardzo miał czym odpowiedzieć, ponieważ pięć konfederackich armat bardzo szybko zostało rozbitych, albo samo pękło od nieustannego strzelania, do tego Niemcy mieli ogromną przewagę w ludziach. Gdy ich ogień armatni niemal doszczętnie rozbił naprędce sklecone umocnienia chroniące spieszoną jazdę koronną, oraz piechotę broniącą centrum, rzucił do ataku swoich piechurów. Cudu nie było. Polska jazda zdziesiątkowana ogniem artyleryjskim cofnęła się między zabudowania Kowalewa, zaś dzielni piechurzy walcząc do końca polegli wszyscy, co do jednego...


Tymczasem Litwini na lewym (od atakujących) skrzydle radzili sobie całkiem nieźle. Podczas armatniego ostrzału wykorzystali stare umocnienia zamku, zaś na szturm odpowiedzieli kontrnatarciem i to tak skutecznie, że Sasi zaczęli wpadać w popłoch. Jednak Potocki widząc klęskę polskich oddziałów, a w następstwie zagrożenie ze skrzydła, oraz tyłu, też wycofał swoje oddziały między mury Kowalewa.
Jeszcze tego wieczoru konfederaci odskoczyli od nieprzyjaciela, po czym śpiesznym marszem przez Toruń wycofali się do Wielkopolski.


Tego roku buntownicy zawarli rozejm z królem, który ten monarcha - łajdak złamał, dając zgodę na powieszenie w Sandomierzu jednego z działaczy rokoszu - szlachcica Łaściszewskiego.
Na pertraktacje do Kazimierza król nie przybył. Skończyło się tym, że na początku 1717 roku w granice Rzeczpospolitej wtargnął silny korpus rosyjski i pod jego dyktando na dzień 1 lutego zwołano sejm, po latach zwany niemym, bo jego obrady trwały niecałe sześć godzin. Ograniczyły się do ogłoszenia traktatu o powszechnym pokoju, amnestii, zakazie zawiązywania konfederacji, ograniczającego liczebność gwardii królewskiej (!) i armii koronnej.
Traktat ułożył car Rosji... Do rozbiorów Polski zostało 55 lat.




Temat został podjęty na nieistniejącym już forum. Poniżej kopia odzyskanych postów:



miejscowy » 26 cze 2016, 19:38

Zastanawia mnie o jakie "niewielkie wzgórze" chodzi... Czy to tzw. Babia Góra pomiędzy Zapluskowęsami a Otorudą?



administrator » 27 cze 2016, 21:05

"Stali na niewielkim wzgórzu. Po lewej stronie, w dalekiej perspektywie widać było mury Kowalewa, za nimi najpierw podmiejska łąka, a potem wąski pas trzęsawisk ciągnących się do jeziora (dziś już nie istniejącego). Z prawej zasłaniał rzedniejący las, natomiast przed nimi rozciągał się łagodny stok wzgórza przeciętego burą wstęgą drogi z Piątkowa do Kowalewa."

To bardzo prawdopodobne.
Załączam mapkę, możesz nanieść na niej to miejsce jeśli chcesz ;)




miejscowy » 29 cze 2016, 12:05

Pokręcę się tam dziś, łatwiej będzie sobie to wyobrazić. Szczególnie, że nie wiadomo jak wyglądało zalesienie i zabagnienie tamtych terenów trzy wieki temu. W internecie jest mapa geologiczna z 189x roku, ale nie umiem z niej skorzystać.
https://www.google.pl/maps/@53.1814037,18.9139129,4055m/data=!3m1!1e3
Widać charakterystyczny kwadrat lasu. Jest to teren prywatny, na pagórku z którego dobrze widać okolicę.



administrator » 29 cze 2016, 13:49

"miejscowy pisze:
W internecie jest mapa geologiczna z 189x roku, ale nie umiem z niej skorzystać."

Podaj link do niej proszę, zobaczę co da się zrobić.



miejscowy » 29 cze 2016, 16:52

Mapa z 1897:
http://igrek.amzp.pl/TK25_2879


Cała strona to bardzo ciekawa baza map. A w opisie "pas trzęsawisk ciągnący się do jeziora za ich plecami" też znajduje odniesienie w prawdzie. Moja mama pamięta jak jeszcze w latach 90 pola we Frydrychowie wzdłuż krajówki były bajorami. I chyba na mapie też to widać. Mam nadzieję, ze wybiorę się dziś do tego lasu.



miejscowy » 29 cze 2016, 20:39

Tak przedstawia się widok ze wzgórza na wschód i północny-wschód. Z opisu wynika, że szarża poszła na północ, takiego zdjęcia nie mam, postaram się dodać. Jeśli las miał podobną formę to tu mógł być punkt obserwacyjny na saskie wojsko.


Załączniki

Widok na północny-wschód

05 IMG_20150628_172349.jpg

Widok na wschód - Pluskowęsy

05 IMG_20150628_172349.jpg


administrator » 30 cze 2016, 13:35

Dzięki za podjęcie tematu, ciekawie się rozwija ;)
Zminiaturyzowałem mapkę do obszaru, który nas interesuje:




miejscowy » 01 lip 2016, 15:18

W sumie jeszcze co mi się kojarzy w tym temacie to żelazne kule armatnie które można napotkać na polach przed Kowalewem. Jedną z nich oglądałem sobie na historii w gimnazjum.



administrator » 01 lip 2016, 22:56

A to bardzo ciekawe, być może pochodzą z tamtego okresu (Krzyżacy posiadali armaty - w bitwie pod Grunwaldem na pewno).
Fajnie by było mieć zdjęcie takiej kuli, może ktoś będzie miał okazję je zrobić to proszę o dodanie tutaj.



miejscowy » 02 lip 2016, 11:31

Przypuszczam, że krzyżacka kula mogła by być kamienna, tamta żeliwna, wielkości pomarańczy. Opis mało profesjonalny, ale miałem ją w rękach na chwilę. Może jest jeszcze na zapleczu sali historii w gimnazjum... Ale ja się nie wybiorę teraz, nie po drodze mi niestety. Do szkoły przyniosła ją jedna z uczennic, bo podobno dziadek na polu wyorał. Kule na pewno było więcej z tamtej bitwy. Bose miał 30 dział i sukcesywnie niszczył umocnienia pod miastem.
Eh, bym miał piszczałkę to bym pospacerował teraz ;)





622